Przysunęła się bliżej i rzekła cicho:
— Nie myślałam o śmierci.
— To szukałaś pani uspokojenia?
— Tak. Chciałam zobaczyć przyrodę i zapomnieć.
— O czem?
— O życiu! — szepnęła głucho i łzy rozczulenia gwałtownego zabłysły w jej oczach.
— Dziecko pani jesteś. Tak tragicznie usposobił pewnie jaki zawód miłosny, ambicyjka, albo brak może obiadu?
— Razem to niedość, żeby się czuć bardzo, bardzo nieszczęśliwą.
— Razem to jest jedno nic, bo jak ja myślę, nie ma wprost nic, coby zupełnego, świadomego siebie człowieka mogło uczynić nieszczęśliwym.
— Kto pani jesteś? — zapytał po pewnym przestanku — to jest, co pani robisz?