— Jakto, nie słyszał pan nic o Cabińskim i o Tivoli, nie czytał pan? — pytała ogromnie zdziwiona, że może być ktoś w Warszawie, co nie zna i nie interesuje się teatrem.
— Nie chodzę wcale do teatru i nie czytuję pism.
— Ależ to niemożebne!
— Widać zaraz, że pani masz dwadzieścia lat, bo wołasz zdumiona: Niemożebne! i patrzysz się pani na mnie, jak na upośledzonego umysłowo, albo jak na barbarzyńcę.
— Ale niepodobna mi było przypuścić ani na chwilę, rozmawiając z panem, że...
— Że się nie interesuję teatrem, tak, że nie czytam pism, tak — odpowiedział za nią.
— Nie umiem nawet i rozumieć dlaczego?
— No, bo mnie to nic nie obchodzi — odpowiedział prosto.
— Nic pana nie obchodzi, co się dzieje w świecie, jak żyją, co robią, co myślą?
— Nie. Pani się to wydaje pewnie potwornem, a to jest zupełnie naturalnem. Czy nasze Maćki, Bartki i Jagny zajmują się teatrem, albo sprawami świata? Nie, prawda?