— Lepiejby się już zabić, niż żyć i usychać jak drzewo.

— Samobójstwo, to ordynarny krzyk zwierzęcia, które cierpi, to bunt atomu przeciw prawom ogólnym, a do tego krzyk, w którym może zostać coś z bólu świadomości i trwać wieki w przestrzeniach. Trzeba wypalić się spokojnie do ostatka — w tem jest szczęście.

— Takiem jest szczęście? — zapytała, przejęta jakiemś zimnem.

— Tak. — Spokój jest szczęściem. Negowanie wszystkiego, zabijanie siebie w pragnieniach, w żądzach, wyrywanie z siebie złudzeń i zachcianek. Jest to wziąć swoją duszę w garść świadomości i nie pozwolić się rozmieniać dla głupstwa.

— Któż zechce żyć w takiem jarzmie? jakaż dusza wytrzyma?

— Dusza — to świadomość.

— Nic prócz kamiennej obojętności, spokoju! Nie nigdy, wolę już tak zwyczajnie żyć.

— Jest jeszcze jeden środek: najlepszem lekarstwem na cierpienia mózgu jest rozszerzenie serc naszych, zjednoczenie się z przyrodą.

— Dajmy spokój, nie lubię tego, to mnie porusza.

Milczeli długo.