Spojrzała na niego i odezwała się cichym, bezdźwięcznym głosem.
— Odprowadzisz mnie, bo czuję się tak niedobrze.
— Nie mam czasu, muszę natychmiast lecieć do domu, bo tam już wszyscy czekają na mnie.
— Ach! jakiś ty podły, jakiś ty podły! — szepnęła.
Aktor cofnął się, nie wiedząc co pokazać w twarzy, śmiech, czy też udawać obrażonego.
— Do mnie to mówisz, do mnie, ty?...
Nie śmiał zakląć. Ta dziewczyna zawsze swoim wzrokiem pani i dumną twarzą nakazywała mu szacunek, wtłaczała mu niejako do gardła brutalstwa, jakiemi chciał zionąć na nią.
— Do ciebie! Jesteś podły! najpodlejszy z ludzi, słyszysz! najpodlejszy!
— Janciu! — zawołał, jakby się tem chciał zasłonić od jej zniewag.
— Zabraniam tak panu mówić do mnie, to mnie znieważa.