— Nie, prędzej śmierci bym się spodziewał. Ty, najlepszy przyjaciel, ty...
— Mój dyrektorze, bez gadania. Możesz sobie wszystkich okpiwać, ale ja się nie pozwolę.
— Nie mam; jak ci teraz dam trzydzieści rubli, to już nie będzie czem teatru zapłacić — krzyczał rozpaczliwie Cabiński, biegając po garderobie.
— Powiedziałem: idziemy zaraz do domu...
W ogródku robiło się istotne piekło krzyków i świstów.
— Dobrze, masz pięćdziesiąt rubli, masz, rabujesz własnych kolegów, ale ciebie to nic nie obchodzi, bo będziesz miał za co założyć towarzystwo. Masz! ale z nami już kwita!
— Nie martw się o moje towarzystwo, zostawię ci miejsce maszynisty.
— Prędzej ty u mnie będziesz palta podawał, nim ja będę w twojem towarzystwie.
— Milcz błaźnie!
— Zawołam policyi, to cię zaraz uspokoi — krzyczał jak wściekły Cabiński.