— Straszną pani jesteś w nienawiści.

— Ba, w tem i nasza siła leży.

Poszli na ogródek, gdzie już kilkanaście osób towarzystwa czekało na próbę.

W krzesłach grupami siedzieli dramatyczni i dramatyczne. Śmiechy, żarty, opowiadania, skargi, rozlegały się ze wszystkich stron, na tle strojenia instrumentów w orkiestrze.

Pod werandę przybywało coraz więcej gości. Podnosił się gwar, brzęk talerzy, skrzyp odsuwanych krzeseł. Dymy z papierosów unosiły się obłoczkami aż pod żelazne wiązania dachu. Zapanowała codzienna atmosfera restauracyi licznie odwiedzanej.

Weszła Janka Orłowska. Usiadła przy jakimś stoliku i zapytała garsona:

— Proszę pana, czy już przyszedł dyrektor teatru?

— Tam!

— Który?

— Co pani każe?