Nie wiedziała jeszcze, od czego zacznie, co powie, jak to zrobi, a czuła, że musi się rozmówić.
Podniosła się, gdy zobaczyła Cabińskiego przed sobą.
— Jestem dyrektor Cabiński...
Stała, nie mogąc słowa przemówić z gwałtownego wzruszenia.
— Pani raczyła mnie wezwać?... — wyrzekł i ukłonił się z godnością, na znak, że gotów jest słuchać.
— Tak... proszę pana... dyrektora. Chciałam prosić... możeby... — jąkała się, nie znajdując na razie słów odpowiednich.
— Proszę, niech pani spocznie... niech się pani uspokoi... Czy to co tak ważnego?... — szeptał, pochyliwszy się ku niej, a jednocześnie mrugał znacząco na patrzących się aktorów.
— O, bardzo ważne!... — odpowiedziała podnosząc twarz na niego. — Chciałam prosić pana dyrektora o przyjęcie mnie do teatru.
To ostatnie zdanie wypowiedziała szybko, jakby obawiając się, aby jej odwagi i głosu nie zabrakło.
— A!... tylko tyle?... angażować się panna chciała?...