Wyprostował się i przymrużonemi lekceważąco oczyma wpatrywał się krytycznie w jej twarz.
— Umyślnie przyjechałam... Pan dyrektor nie odmówi mi, prawda?...
— U kogo pani byłaś?
— Kiedy nie rozumiem... nie wiem, co...
— W czyjem towarzystwie?... gdzie?...
— Nie byłam jeszcze w teatrze. Przyjechałam z prowincyi umyślnie.
— Nigdzie!?... Nie mam miejsca!
I zawrócił się do odejścia.
Jankę pochwycił jakiś rozpaczliwy strach, że odejdzie z niczem, więc z odwagą i prośbą ogromną w głosie zaczęła mówić z pośpiechem:
— Panie dyrektorze!... Umyślnie przyjechałam do pańskiego towarzystwa. Tak kocham teatr, że żyć bez niego nie potrafię!... Nie odmawiaj mi pan! Nikogo tutaj w Warszawie nie mam. Zgłosiłam się do pana, bo czytałam o nim tak wiele w pismach. Czuję, że mogłabym grać... Umiem na pamięć tyle ról!... Zobaczy pan, abym tylko zagrać mogła... zobaczy pan!...