W męskiej garderobie Wicek czyścił buty reżyserowi i śpiesznie opowiadał o rezultacie wycieczki na Hożą.
— Oddałeś?... odpowiedź masz?...
— Ojej!...
I podał Topolskiemu długą różową kopertę.
— Wicek!... jak słowo piśniesz o tem kulfonie, to wiesz, co cię czeka.
— Nie nowina!... Ta pani to samo mi powiedziała, tylko, że z dodatkiem rubla.
— Morys! — zawołała ostro Majkowska, stając we drzwiach garderoby.
— Zaczekaj... z jednym oczyszczonym butem nie pójdę przecież!...
— Czemu służąca nie oczyściła?
— Służąca jest właściwie u ciebie; ja się jej nigdy o nic doprosić nie mogę.