— To przyjmij sobie drugą.
— Dobrze, ale tylko dla siebie.
— Nicoleta, na scenę!
— Zawołać tam!... — krzyknął ze sceny Cabiński w krzesła.
— Chodź, Morys, będziemy mieli hecę!
— Nicoleta, na scenę! — wołano z krzeseł.
— Zaraz! Jestem...
Nicoleta z butersznytem w zębach i pudełkiem cukierków pod pachą, biegła, aż podłoga dudniła.
— Cóż u dyabła!... próba... czekamy... — mruknął gniewnie dyrektor orkiestry „Halt”, bo go tak przezywano w teatrze.
— Na mnie nie czekacie tylko.