Jednogłośny chór śmiechów podniósł się na scenie.
— Krowa muzykalna!
— Do baletu z takim słuchem i głosem!
— Dobry do zwoływania kur, jak zostanie dziedziczką!
Nicoleta prawie z płaczem podeszła do Cabińskiego.
— Mówiłam, że teraz nie mogę śpiewać... nie miałam czasu nawet zajrzeć w rolę.
— Aha, więc pani nie może?... Proszę o rolę!... Kaczkowska zaśpiewa...
— Mogę śpiewać, ale teraz nie umiem... sypać się nie chcę!
— Obywatelom masz pani czas głowę zawracać, robić intrygi, obgadywać przed prasą, jeździć po Marcelinach... to jest czas!... — syczała Cabińska.
— Pilnuj lepiej dyrektorowa swoich facetów i swoich dzieci... ode mnie ci zasię!...