— Dyrektorze! ubliża mi ta jakaś...

— Proszę o rolę... Zaśpiewasz pani sobie w chórach, kiedy partyi nie możesz.

— O, nie!... właśnie teraz grać ją będę!... Nie dbam o podłe intrygi!

— Do kogo to pani mówisz?... — zawołała Cabińska, zrywając się z krzesła.

— No, choćby do pani.

— Nie jesteś pani w towarzystwie!

— A zdychajcie tu sobie! — zawołała, rzucając rolę w twarz Cabińskiego. — To dawno wiadomo, że w waszem towarzystwie niema miejsca dla uczciwej kobiety!...

— Precz stąd, podła awanturnico!

— Drwię sobie z ciebie, stara ropucho!... Mam już dosyć waszej szopki!...

— Idź, idź!... przyjmą cię... w Koryncie!