— Hela! pytała się mnie dzisiaj twoja matka o ciebie...
— To chyba nie o mnie... Dawno matki nie mam.
— Nie gadaj!... Majkowska przecież zna was dobrze i widziała was razem na Marszałkowskiej.
— Majkowska mogłaby sobie kupić okulary, kiedy ślepa... Szłam wtedy ze stróżką do miasta.
Zaczęły się śmiać. Ta, co się tak wypierała matki, zgasiła swoją świecę i wyszła zirytowana.
— Wstydzi się matki. Co prawda, ale taka matka!...
— Prosta kobieta. Kompromituje przecież, mogłaby z czułościami nie wyjeżdżać przy ludziach!
— Jakto? matka może kompromitować córkę?... można się wstydzić matki?... — zawołała Janka, siedząca w milczeniu i słuchająca ciekawie tych strzępów rozmów, jakie ją dochodziły, ale dopiero ostatnie słowa oburzyły ją.
— Pani jesteś krowienta świeża, to pani nic nie wiesz — odpowiedziało jej kilka głosów.
— Można?... — zawołał jakiś głos męski z zewnątrz.