— Nie można! nie można! — zakrzyczały energicznie.

— Zielińska! twój redaktor przyszedł.

Chórzystka wysoka, tęga, szeleszcząc spódniczkami, przeszła przez garderobę.

— Szepska! wyjrzyj-no za nimi.

Szepska się wysunęła, ale powróciła natychmiast.

— Poszli na dół.

Dzwonek zadźwięczał gwałtownie na scenie.

— Na scenę! — zawołał we drzwiach inspicyent. — Zaraz zaczynamy.

Zrobił się gwar nie do opisania. Krzyczały wszystkie razem, biegały, wyrywały sobie szpilki, żelazka do włosów, przypudrowywały się, kłóciły o bagatelki, gasiły świece, zamykały pośpiesznie nesesery i zbiegały hurmem, bo już drugi dzwonek zadźwięczał.

Janka zeszła ostatnia i stanęła w kulisie.