— Mianowicie to, co grać mamy i czy grać będziemy.
— Coś zawsze grać będziemy, a tymczasem może byśmy po cichu się wynieśli i zagrali jedną zwyczajną o sznapsika25 z przekąską, co?
— Ileż panu potrzeba koniecznie? — zapytał Zakrzewski wiedząc, jakimi drogami zwykle dobiera się Feluś do pożyczki.
— Te, choćby rubla — odpowiedział nieśmiało, bo chociaż stale żył pożyczkami i naciąganiem, stale się jednak wstydził tego i stale sobie przysięgał, że to po raz ostatni.
— To już mocno nudne, radźcież, bo mi się spać chce! — zawołała Szalkowska i przeciągając się ociężale i leniwie, wyciągnęła rękę po wodę, którą jej podawał mąż.
— Skończże, Korczewski, jeść, do stu diabłów! — zawołał Kos.
— Zaraz, niechże dogryzę ostatniej skórki ze swojego futra!
Postawił garnczek pod kominem, w który natychmiast wsadził łeb Murzyn, wytarł starannie ręce, potem ukrajał kawał chleba i łamiąc go w długich, kościstych palcach, jadł, chodził i myślał.
— Co będziemy grać? — zapytała Lili prędko, bo już się nudziła.
— Niech się pani wpierw spyta, gdzie będziemy grać i przy czym. Tak, bo nie ma co, nie ma gdzie i nie ma przy czym, tak! — mruknął Feluś ponuro.