— A dekoracje?
— Psiakość słoniowa, zapomniałem na śmierć! Trzeba jakoś zrobić...
— Z czego i za co! Człowieku! nikt groszem nie śmierdzi.
— Co tu robić? — zamyślił się i wsadziwszy wedle zwyczaju palce w usta, chodził prędko i rozmyślał; naraz przystanął i rozjaśnionym głosem zawołał: — Zrobimy dekoracje! Kto ma jakie prześcieradła i ręczniki, słowem coś, z czego będzie można zrobić tylną ścianę i kulisy, proszę o zadeklarowanie. Kurtynę zrobi się z portier, hebesy33 przecież pożyczą. Korniszon namaluje pokój i będzie cudnie, no tylko galopem!
— Niech Kos zagra benefis, on ma dużo przyjaciół.
— Jak Boga kocham, to niemożebne34! Jakże ja się pokażę na świat w swoich lakierach35, w których tylko uszy są nie podarte, a mój ibercjerek, co?
— Feluś niech zagra — zaproponowała Gałkowska.
— Tak, ale nie, bo Feluś w swojej almawiwie mógłby się tylko powiesić uroczyście, a zresztą mnie się nigdy benefisy nie udawały.
— Graj pani z Jańciem — szepnął Korczewski.
— Co? może w tym płaszczyku pojadę? Nie chcę zmarznąć ani też narażać się na urągowisko36!