— Może który z panów zagra benefis27! — zaproponowała Korczewska.
— Dobra myśl! Tylko co grać i kto benefis weźmie? Okolica już jest potężnie wypleniona, przecież Stobek grasował tutaj przez dwa miesiące.
— Będziemy grać składanki! Dobrze! Panie Zakrzewski, siadaj pan, piszemy natychmiast afisz, da się do podpisu, odlitografujemy28 i hajda na wieś z biletami, to jedyny ratunek! — wołał Korczewski, który już skończył jeść chleb.
Zakrzewski usiadł przy stoliku i czekał.
— Pisz pan: „Za pozwoleniem zwierzchności. Ostatnie pożegnalne przedstawienie na ogólne żądanie”. Datę się wpisze.
— Co za sztuki będziemy grali?
— Jest Czuła struna29, Piosnka wujaszka30 i Icek zapieczętowany31, doda się jakąś deklamację, mazur w cztery pary, i będzie dobrze.
— Pierw się utopisz, Korczewski, nim na taki afisz weźmiesz publiczność, tak!
— A gdzież się grać będzie?
— W hotelu jest pusta, duża stajnia, ustawi się scenę, ściany okryje świerkami, kandelabrami32, i jakoś tam będzie.