— Ja nie kokietowałam Jańcia, ja nie kokietuję nikogo!
— Wierzę pani, wierzę.
— Nie trzeba mnie nigdy posądzać o to, panie Leonie, nigdy.
— Dobrze.
— Niech mi pan poda rękę! Tak, ale mocniej, mocniej! o, teraz dobrze.
Szeptała, przyciskając się do niego ramieniem i podnosząc cudne, błękitne oczy na jego twarz.
— Wie pan, ten inżynier powiedział mamie, że ja mam talent, czy to prawda?
— Prawda, ma pani talent do rozkochiwania w sobie.
— A nieprawda! Kto by się we mnie kochał, kiedy ja jestem strasznie głupia, strasznie, i tę rolę Justysi w Dzienniczku51 grałam pod starym psem.
— Grała pani dobrze i jest pani strasznie ładna, strasznie! A przy tym bardzo dobra, bardzo zdolna, nic nie zazdrosna o rolę, ach, jaka dobra!...