— Juści, a skądby wielmożni państwo mogli nas znać! Przecie ino cięgiem we świecie, a to w jenteresach swoich... jak każdy!...
Tak się dobrze porozumieli, że gdy wychodziła, dała jej dziedziczka butelkę wina i ciasta jakiegoś dla Jaśka, a dziedzic powiedział, że w ciągu trzech dni każe zrobić akt kupna i zapłaci.
Odprowadzili ją oboje państwo aż do ogrodu.
— A niech wam Pan Jezus błogosławi na dzieciach, na majątku, na honorze! O, dobreście wy ludzie, dobre!... — szeptała, upojona ich dobrocią i rozradowana.
Aże jakby wiosnę miała w duszy, bo nie poszła do domu, ale obeszła z drugiej strony wzgórze i klasztor i krzakami, chyłkiem dostała się do Jaśka.
Pilno jej było opowiedzieć mu wszystko i dać to pańskie wino.
A Jasiek z błyszczącymi oczami wysłuchał opowiadania i rzekł:
— Na mszę świętą na ich intencję trza dać.
— A przecie! Jak tylko zrobimy akt i pieniądze zapłacą, zaraz dam na wotywę225.
— Pójdę i ja na nią.