— Ja złodziejska! Ja?
— A ty, stara, ty...
— A ty oszukańcze, ty złodzieju, ty zbóju! A strażnika w boru kto zabił?
— Widziałaś, ty zapamiętała, widziałaś, co? — przyskoczył do niej z pięściami.
— A kto kowala spalił, może nie ty!
— A ty czarownico piekielna, adyć zamknę ci tę gębę, zamknę.
— Zamknij, spróbuj! Jeszcze są sądy... jeszcze jest sprawiedliwość... trafię ja wszędzie, trafię...
Tak się zaczęli przezywać, tak rwać z pazurami do siebie, tak przyskakiwać, że aż ich kobiety idące z pogrzebu rozdzielić musiały, bo sołtys miał już twarz podrapaną, a Winciorkowej chustka nurzała się w błocie.
Zabrały Winciorkową pomiędzy siebie i prowadziły do chałupy, a sołtys szedł za nimi i krzyczał:
— Już ty mnie popamiętasz całe życie. Już ja wam zapłacę! Będziesz ty skomleć jak pies, jeno Jaśka zakują w kajdany i poślą na Sybir. Już ja wam zapłacę. — Charczał jak pies duszony wścieklizną.