— Ale! Nie przebierałyby... chłopak kiej malowanie...
— Obetrze się o człowieka, to aże cosia mroczy i skóra cierpnie...
— Nie ma takiego drugiego, nie ma! — wykrzyknęła z dumą stara.
— Oj, nie ma takiego... nie ma!... — szepnęła ciszej Tekla i umilkła, opuściła głowę, aby ukryć twarz rozpaloną i oczy rozgorzałe. Abo ona wiedziała, co się z nią działo od czasu, jak zobaczyła Jaśka po wyzdrowieniu?
Siedziały w milczeniu, zajęte myślami o nim, aż on wszedł do izby.
— Chłopaku, co ty robisz?! W biały dzień się pokazujesz!
— Cichojcie, matko, nic mi nie będzie.
— A to sołtys dzień i noc wypatruje cię tylko jak ten jastrząb.
— Niech przyjdzie mnie wziąć!
— Sam on nie przyjdzie, a z całą wsią...