Naraz umilkli wszyscy, bo w alkierzu ucichło raptownie. Walek tam wbiegł, ale po chwili drzwi się otwarły na rozcież124 i pokazała się w nich Winciorkowa z czymś okręconym w szmaty.
— Podziękuj Panu Jezusowi, chłopaka masz, Walek.
A Walek był nieprzytomny z radości; wziął dziecko na ręce i pod oknem przyglądał mu się ze zdumieniem.
— Loboga, jaka to pokraka, a toto kiej kociątko abo co! — wołał i nie mógł się napatrzyć na tego człowieczka, który ledwie piskał niby świeżo wyklute z jaja ptaszę. — Musimy zaraz przepić — wołał, oddając Winciorkowej dziecko.
— Poczekajta, dziecko jest pierwszą osobą, trzeba ją uhonorować!
Wzięła kieliszek z wódką i w trzech miejscach izby odlała z niego po parę kropli, wymawiając uroczyście:
— La Pana Jezusa, la ciebie, la ojców twoich! — Przysunęła kieliszek do skurczonych ssawek125 dziecka, ale że się wnet zachłysnęło nieco i rozkrzyczało, odniosła go matce z resztą wódki.
A Walek wciąż latał do alkierza, całował żonę, przyglądał się chłopakowi i powracał do kum, aby z nimi przepijać dla uciechy. Przynieśli wnetki126 miodu, a że to był post wielki, to ino przegryzali chlebem a serem, a starymi gomółkami127. Dla chorej tylko, że to ksiądz dał dyspensę, gotowali kurę.
Raz w raz ktoś nowy przyszedł, że izba zapełniła się ludźmi i gwarem, aż Winciorkowa musiała przyciszać, bo chora usnęła.
Dobrze już było wszystkim i serdecznie, i po bratersku, gdy wszedł sołtys.