— To bez urzędnika, jucho, dziecko chrzcisz, co? — zawołał od progu.
— Napijcie się zaraz do mnie, to zgonimy!
— Ho, ho! Sołtys jest ścisły we wszystkim, przegoni i w kieliszkach.
— Cie! Mówili, że Maćkowej chłop wybił wszyćkie zęby, a una ma jeden...
— Ino me nie ruchaj128! Widzisz go! — wrzasnęła spostponowana129.
— Kto by was tam ruchał, cheba130 kijaszkiem, a i to trza zdrowego.
Ale że Maćkowa miała już w głowie, dalejże do niego z pięściami:
— Widzisz tego! Będzie tu wydziwiał131 na gospodynię, obieżyświat jeden, żydowski parobek, że w kieliszki zadzwonili, to go już, juchę, macie...
— Urzędnik jezdem! Miarkuj się, kobieto! — zawołał z powagą, prostując się dumnie.
Ale to nie zaimponowało Maćkowej: powiedziała bardzo brzydkie słowo, co to ano sobie robi z takich urzędników, przepiła raz jeszcze do Winciorkowej, wzięła kawałek sera dla wnuczek i poszła.