— Jezus, Maria! — krzyknęła, bo tego szczegółu nie wiedziała.
— Wy jego nie trzymajcie, jak on przyjdzie, bo jego złapią i no!... Ja to wiem, jak mój młodszy brat uciekł z wojska, to myśmy go chowali przez dwie niedziele, a potem to jego w nocy wzięli i my go już nie zobaczyli; aj, aj! co to była za godzina!...
Zachlusnął się aż ze wzruszenia.
— Żeby on był pojechał sobie do Ameryki, toby jego nie wzięli...
— Gdzie to? — zapytała prędko.
— Do Ameryki, to jest daleko, to jest za morzem, to jest może za dwa morzem... Tam dużo jest i Żydki, i Polaki, i Niemcy... Tam jest dobrze, tam żadnych strażników nie ma... Ja wiem, od nas z miasta jest tam felczera171 syn i on ojcu co rok przysyła pieniędzy...
— A czemu Mosiek tam nie wysłał brata? — spytała podejrzliwie.
— Czemu? Nie było pieniędzy. Żebym ja miał tyle pieniędzy, co kosztuje droga dla mnie, dla mojej żony, dla moich dzieci, to ja bym i tu miał się dobrze.
— A siła172 pieniędzy potrza? — zapytała spokojnie, udając obojętność.
— Ja dobrze nie wiem... ale mnie mówił jeden Żydek, co całe sto rubli sama droga! To wielki majuntek, wielki geld173!...