— Musi być, co kwitną jabłonki!
— Przecie, cała wieś jak umalowana.
— Czerwono?
— Hale! Jabłonki, to juści, że nie modro186!
— Kartofle wschodzą, co?
— Głupi! A kiedy to miały wzejść, w te pluchy!
— Ludzie muszą być na drodze, bo coś niecoś miarkuję.
— Walą do kościoła.
Skoro minęli pierwsze chałupy, dziad przygarbił się bardziej, pochylił nagi łeb na piersi i żałosnym, jękliwym głosem zaśpiewał litanię, baba dośpiewywała schryple i tak szli, nie wstępując nigdzie, ku kościołowi.
— Głośniej, kobieto! głośniej! Ludzie pobożne lubią, coby całym gardłem chwalić Pana Boga, a nie przez zęby.