— Ależ prawie nic, omdlałeś na ulicy... To wszystko.

— Omdlałem? Dziwnie nic nie mogę sobie przypomnieć... Mam jakieś przypomnienia w sobie, ale tak zamglone, że nic dojrzeć nie mogę. Czuję tylko ich ruch zgiełkliwy i niepokój... Otacza mnie mrok... A teraz te fiołki...

— Są od niej!

— Była tutaj, była u mnie? — wykrzyknął zdumiony.

— Zwykły aport. Nie potrzebowała przychodzić aż tutaj, aby ci je rzucić na piersi.

— Być może, ale nie bardzo wierzę w te cudowne aporty.

— Cuda się z tobą dzieją, cuda stają się dokoła ciebie, ty zaś nic nie spostrzegasz, jesteś ślepy na światło — mówił z pewną goryczą.

— Prawda, że ze mną dzieją się rzeczy nadzwyczajne, niewytłumaczone...

Przypomniał sobie naraz jakieś rozproszone strzępy zdarzeń i uczuć.

— Czuwałeś dzisiaj w nocy nade mną? Bo coś sobie przypominam.