— Pamięta pan? — zapytała, dotykając jego ręki.
— Wszystko...
— Kto tam był ze mną, jest Jego!
— Jestem twój, pani, twój! — powtórzył, chyląc przed nią głowę.
Uśmiech — jak radosna błyskawica — rozjaśnił jej twarz bladą. Oczy strzeliły potężnym płomieniem, a purpurowe usta zaszemrały:
— Więc niechaj się stanie. Czy tak?
— Co się ma stać! Tak, tak myślałem, tego pragnę.
— I jesteś gotów?
— Choćby na śmierć! — zawołał namiętnie, zapominając o całym świecie. Utopił w niej całą duszę.
Patrzył w nią pokornie, niewolniczymi oczyma oddania i zależności, czując, iż jest związany z jej duszą na zawsze, że jeśli ona powie: „Umrzyj!”, to spełni ten nakaz z rozkoszą.