— Byłeś w transie.
— I grałem! Prawda, przypomina mi się jakaś melodia... Zaraz... Nie mogę jej schwycić... Jakieś rozproszone dźwięki mam w pamięci; ale to dziwne, nigdy nie wpadałem w sen podobny...
— Czy nic więcej sobie nie przypominasz prócz tej melodii?
— Nie... A Daisy?
— Śpi jeszcze.
Zenon otworzył drzwi do okrągłego pokoju i stanął zdumiony.
— Ależ to ona... Nie spałem przecież, cóż we mnie wmawiacie? Przed chwilą mówiłem z nią. Chodziliśmy razem po jakimś parku... Tak... Pamiętam... Drzewa błękitne... Mówiła... Zaraz... Gdzie to było?
Obejrzał się naraz lękliwie.
Wszyscy stali dokoła, zapatrzeni w niego, ciekawi, a milczący.
— Coś się ze mną stało, czego nie mogę sobie przypomnieć... Tak mnie dziwnie boli głowa...