— Mógłżebym myśleć o czymś innym?

Przenikliwy, nieodgadniony uśmiech przewiał po jej ustach.

— Gdyby nie to spotkanie, byłbym zapomniał — szepnął jakby z wyrzutem. — Byłbym zapomniał na zawsze.

Fala ludzi rozdzieliła ich na chwilę.

— Musimy się jutro spotkać. Przyjdę do British Museum124 o jedenastej. Będzie pan na mnie czekał!

— Rozkazuje pani, więc będę.

— Ależ ja proszę, ja proszę — powtórzyła z tkliwością.

— Długo będziecie w Londynie? — spytał już spokojniej.

— To zależy od tego, co mi pan jutro powie — zajrzała mu w twarz lękliwie, wyczekująco.

— Ja mam decydować! Nigdy nie chciała mnie pani nawet słuchać, a teraz... Jakąż nową krzywdę szykuje pani dla mnie? — uśmiechnął się z bolesnym szyderstwem.