Ada spod przymkniętych powiek obserwowała jego twarz zadumaną. Czuła, że był od niej gdzieś bardzo daleko, i to ją przepełniało bezgranicznym smutkiem. Przecież na wszystką jej miłość nie odpowiedział ani jednym gorętszym słowem. Stłumiła jednak ból i rozpacz, rozrywającą jej serce, i spytała łagodnie, dotykając jego ręki:
— O czym myślisz?
— Trudno nawet określić, o wszystkim i o niczym zarazem.
Pogrążyła się znowu w bolesnym milczeniu.
Dopiero przy rozstaniu ożywił się nagle i przemówił gorąco:
— Wskrzesiłaś mi duszę! Przyjdę do was wieczorem, nie mógłbym się już obejść bez ciebie... Ucałuj Wandzię ode mnie! Otworzyłaś przede mną jakieś nowe, nęcące horyzonty! Boję się jeszcze mówić o tym! Chwilami zdaje mi się, że to wszystko, co dzisiaj przeżyłem, to tylko moje marzenie o przeszłości. Może to tylko halucynacja? Nie wiem jeszcze! Nie wiem; błąkam się jeszcze...
— Kocham cię, to szczera prawda!
ROZDZIAŁ VIII
Nie mógł już odpowiedzieć, gdyż pozostał sam w przedsionku. Ada wchodziła na białe, marmurowe schody. Pochwycił tylko jej ostatnie spojrzenia, co jak upajający okwiat spłynęły na niego, nim utonął w gwarze ulicy i mgłach. Był rozgorączkowany tym wszystkim, a ostatnie jej słowa nasypały mu w serce takiego żaru, że rozpłomieniał się przedziwnie szczęsną radością.
„A wszystko razem jest nie do uwierzenia!”, myślał, „Jakby rozdział nienapisanego jeszcze romansu!”.