— Więc już nie będziemy oczekiwali pana nadaremno?
— Z pewnością! A doktora przywiozę po południu! — zawołał z progu.
Przystanął przed hotelem, rozglądając się po pustej i zadeszczonej ulicy, gdy jakiś powóz zajechał i z brzękiem opadła szyba.
— Proszę prędzej, zimno! — Głos wydał mu się bardzo znajomy.
— Pani tutaj! — krzyknął naraz, dojrzawszy sylwetkę Daisy.
— Czekałam na pana!
— Na mnie! Na mnie? — Nie mógł uwierzyć i jego zdumienie przerodziło się w nagły lęk; cofnął się jakby przed halucynacją, lecz jakaś biała ręka pociągnęła go do wnętrza, drzwiczki się zatrzasnęły i powóz potoczył się tak cicho, jakby leciał powietrzem.
— Miss Daisy? — spytał, ochłonąwszy nieco ze zdumienia.
— Jutro jest już dniem dzisiejszym! — posłyszał jej cichy głos.
— I pani na mnie czekała?