Z powrotem? W kajdany każdego dnia i każdego przypadku? W niewolę troski wieczystej? W ohydne jarzmo motłochu i obowiązków? I już na zawsze? „Nie, nie, nie!”, wybuchnął w nim potężny krzyk protestu. „Raczej śmierć niźli takie życie, niźli to niewolnicze, pełzające bytowanie robaków wśród cierpień, strachów i ciemności...”.
„Szaleństwo lub Śmierć”, rozsypał się głos Smitha żałobnym korowodem i niby dzwon pogrzebowy zahuczał w mózgu.
„Co robić? Co robić?”. Wszystkie zmory życia zatargały mu sercem, sycąc go trującymi jadami niepokojów, obaw i niepewności.
Obłąkana trwoga zawyła mu w duszy.
Ale tamten władczy głos podniósł się znowu dźwiękiem mocniejszym ponad wszystko, mocniejszym nad życie i śmierć...
Sprężył się w ostatniej, rozpaczliwej walce ze sobą.
Jeszcze chwila odruchowych wahań! Jeszcze chwila zmagania ostatnich żalów i pamiętań ostatnich, mgnienie chwiania się niby drzewo podcięte. I runął tam, gdzie go wołało przeznaczenie...
— A choćby nawet Szaleństwo i Śmierć! A choćby! — rzucił wyzywająco własnej woli.
...A przed świtem Kaliban wypłynął z portu w nieznanym kierunku.