— Nie powróci? Boże mój, to się ojciec dopiero zmartwi! — jęknęła.
Mr Zenon jął z zapałem tłumaczyć przyjaciela, przedstawiając życie wojskowe w najczarniejszych barwach — jako niegodne człowieka tak bardzo wyjątkowego, jakim był Mr Joe, ale Betsy tylko kiwała smutnie głową.
— Co ojciec na to powie, co? Teraz życie w naszym domu stanie się nie do wytrzymania... Czuję, że ojciec pogniewa się z nim na śmierć... Nie przebaczy mu... Ciotki go wydziedziczą... Co on pocznie... Co ja teraz pocznę?
Nie mogła wstrzymać łez.
— Miss Betsy, a ja się już nie liczę zupełnie?
— Chwilami strasznie się boję, że i tobie, Mr Zen, obrzydnie w końcu nasz dom; znudzą się ciotki, pogniewasz się z ojcem, znienawidzisz mnie... A bo ja wiem zresztą, co się stanie? Dość, że pewnego wieczoru pójdziesz i już cię nigdy nie zobaczę, nigdy!
Trwoga załkała w jej głosie.
— Niepotrzebne przywidzenia, bo jeśli nawet znudzą mnie ciotki i pogniewam się z ojcem, to opuszczę wasz dom, ale z tobą razem, Betsy, razem i na zawsze — powiedział mocno.
— Razem i na zawsze! — wykrzyknęła radośnie, cała w ogniach wzruszenia. — O Mr Zen...
— Co, dziecko moje, co? — pytał serdecznie, widząc jej wahanie.