— Przed trzema dniami byłem u niego na seansie.

— Więc on wciąż zajmuje się spirytyzmem! — wykrzyknęła z oburzeniem.

— Przepraszam, nie wiedziałem, że się z tym ukrywa przed panią...

— Nie, nie, tylko myślałam, że już dawno zaprzestał, bo nic nam nie wspominał, nie... A i pan się tym zajmuje? — zapytała lękliwie.

— Ależ nie! Byłem na seansie, nie biorąc w nim żadnego bezpośredniego udziału, bo grałem, a właściwie zacząłem grać i usnąłem przy fisharmonii. Obudzili mnie, gdy już było po wszystkim.

— Pan w te rzeczy nie wierzy, prawda? — prosiła prawie.

— Przede wszystkim: nie wiem. Nic nie widziałem, nic nie twierdzę i niczemu nie zaprzeczam, bo się tym nie zajmuję — przypomniał sobie w tej chwili tę dziwną podwójność Daisy, ale nie wspomniał o tym ani słowem, by nie straszyć Betsy.

— Joe już przeszło dwa tygodnie nie był w domu, a przecież niedługo kończy mu się urlop i musi wracać do pułku — skarżyła się cicho.

— O ile mówił, nie powraca już do służby.

Betsy stanęła zdumiona.