— Długo będziesz z nami?

— Nie... Nie...

— Gdzie twoje ciało?

— Tam... W pokoju... Śpię... Wołałeś... Przyszłam... Guru...

Szept się plątał i tak ścichł, że tylko bezdźwięczne, porwane drgania szemrały w ciemnościach.

Mr4 Joe nacisnął guzik i elektryczne światło zalało pokój.

— Daisy! — krzyknął jakiś człowiek, rzucając się ku niej, ale stanął naraz jak gromem rażony, bo zwróciła ślepą twarz ku niemu, usiłując coś mówić, poruszając wargami.

— Nie, nie Daisy... Ta sama i obca, inna zarazem...

Pochylił się ze zdumienia i przyczajonym, trwożnym wzrokiem obiegał twarz jej i postać całą... Ta sama twarz, a rysy inne, obce... Obce...

„Daisy!... Nie... nie...”, krzyczało w nim zdumienie i przypomnienia wiły mu się błyskawicami szaleństwa, strachu, lęku straszliwego.