— Wierzę... Ale... — spojrzała na Mahatmę i umilkła, odchodząc.
Nie grał już, wstrząśnięty jej słowami. Nie rozumiał powodu zaprzeczeń, widział ją tam przecież, widzieli wszyscy. I wypiera się tego...
Powiedział Joemu, że czeka na niego w mieszkaniu, i wychodził, skłoniwszy się dość sztywno przed Daisy. Nie odkłoniła się, jakby go nie spostrzegając; siedziała ze ściągniętymi brwiami, szczelnie otulona w szal indyjski, chmurna jakaś, ponura i zagadkowa. Odwrócił głowę od drzwi, łapiąc w przelocie jej oczy, podnoszące się za nim — oczy pełne wilgotnych lśnień, zadumy i jakiejś targającej, niemej i pokornej prośby...
Rozdział III
— Nareszcie! Myślałam, że się już was nie doczekamy. Od pół godziny obiad gotów, a ja wyglądam i wyglądam! — wołała radośnie Betsy, sama otwierając im ciężkie drzwi do sieni.
— Zupa zimna, baranina spalona, legumina opadła, ciotki złe, a Miss Betsy zrozpaczona — żartował Zenon, witając ją serdecznie.
— Bo Betsy była naprawdę zrozpaczona, myślałam...
— Że nie przyjdziemy. Proszę wyciągnąć rączki, to nasza kara za opóźnienie...
Rozwinął papier i sypał na jej ręce całą wiązankę cudnych anemonów, tak spłonionych jak ona, i całe pęki wspaniałych róż purpurowych — jak jej usta w tej chwili, usta rozedrgane rozkoszą i tulące się do chłodnych, woniejących kwiatów, spoza których podnosiła zachwycone oczy i szeptała dziękczynnie:
— Dobry Zen, dobry! Dobry!