— Guziki poobrywają ci się przy staniku od wzdychań — zawołał stary.
Betsy buchnęła niepohamowanym śmiechem.
— Przestań, proszę cię, Betsy! — zgromiła ją surowo.
— Ależ przeciwnie, śmiej się, Betsy, śmiej się swobodnie!
— Nie mogę jeść przy takim bezmyślnym śmiechu.
— A ja mam właśnie wtedy lepszy apetyt. Śmiej się, mała — wołał.
— Ach, ci mężczyźni! — jęknęła po chwili grobowym głosem.
— Ach, te ciotki! — powtórzył z takim komizmem, iż Betsy znowu zaczęła się śmiać. Nawet Joe nie mógł się powstrzymać, a Dick omal półmiska nie upuścił na plecy Miss Dolly, chowając za nią twarz tak szczególnie wykrzywioną śmiechem, że podobna była do rozdeptanej cytryny.
— Niedołęga! — szepnęła, uderzając w starego piorunowymi oczami.
— Co? Jak? — ledwie wykrztusił w nagłej pasji Mr Bartelet.