Ja, Jan Gwalbert, pytam się, na co?
Żeby na tych trawnikach psy się ganiały, a po alejach żeby sztubaki139 urządzały sobie schadzki z pensjonarkami?
Tak. Planty są niepożyteczne i niemoralne, bardzo niemoralne!
Skończyłem.
Jeszcze słówko.
Raz jeszcze powiem, że za dużo hrabiów i Żydów z pejsami!
Psiakość nóżki baranie, co za wiele, to niezdrowo. Pytam się w teatrze o tego i owego, co mi wpadł w oczy: „Hrabia” — powiadają. Potrąciłem kogoś na ulicy. „Bój się Boga — krzyczą mi w ucho — to ekscelencja!”. U Hawełki zmierzam do stołu, gdzie siedział jakiś jegomość: „nie można, widzisz, to jenerał!...”. Idę do pustego stołu, „nie można, zarezerwowany dla nadradcy140”.
Pasja mnie ogarnęła, psiakość nóżki baranie, wściekła pasja, poszedłem do bufetu, żeby się ochłodzić... Czekałem pół godziny na piwo, dlaczego? Bo panowie posłowie musieli wpierw wypić!... a potem kandydaci na posłów, a potem hrabiowie, znowu ekscelencje.
Jezus, Maria, myślałem, żem się urżnął, ale nie, Stokrotki siedziały przy mnie, no i wypiłem może wszystkiego z pięć większych... więc się pytam tego znajomego demokraty, serdeczny człowiek — gdzie, psiakość nóżki baranie, są u was zwyczajni, porządni, nieutytułowani ludzie?...
— Przeważnie w Wiśniczu i pod Telegrafem — odpowiada (to niby jakby u nas na Pawiaku). — Ale i tam ekscelencji nie brakuje — dodał.