Boże! muszę jeszcze przed wyjazdem dać Stokrotkom tych kropli...
Wiedeń, 2 kwietnia
W Wiedniu to już jest naprawdę za granicą.
Takie wszystko inne, takie cudowne i takie rzeczywiście zagraniczne!
Miałam straszny katar, bo jechaliśmy nocą, zimno było, a ja tak chciałam widzieć tę zagranicę, że wciąż wyglądałam oknem.
Ale nic nie było widać i pociąg tak prędko leciał, że nie mogłam nigdzie kupić kart. Tylko na jakiejś stacji garsoni latali przed pociągiem i wołali: „szwarc kafe”143. U nas to nigdy tak nie wołają.
Tyle Żydów jechało w tym pociągu, że już myślałam, że my nie do Wiednia jedziemy!
Ma się rozumieć, Pa zaraz musiał zrobić z nimi awanturę!...
No, bo jakiś, taki gruby, zdjął buty i siedział tylko w sk..., a potem zdjął palto... a potem kołnierzyk... naprawdę, ja myślałam, że on się zupełnie rozbierze.
Pa go wyrzucił na korytarz i zrobił taki hałas, aż przyleciał konduktor, a Stokrotki poczciwe chciały go gryźć, ledwie je Ma wstrzymała...