A hotele! Winda wszędzie, elektryczność, woda, czystość, komfort, że człowiek i w domu nie mieszka porządniej. A pokojówki! no, wprost damy! Nie śmiałem jej mówić o ciepłą wodę do ogolenia!

A przystojne!... pi, pi, pi! Te z „Fantazji” to nawet się nie umywały!

Muszę ja tutaj kiedy sam przyjechać... bo Peszt wart porządnego obejrzenia... a z kobietami to człowiek przeważnie skrępowany...

Ale zdzierusy, niech ręka boska broni, gorzej niż Żydy!

5 kwietnia, już w drodze do Wenecji

Jedziemy już prosto do Włoch.

Mamy przejeżdżać przez morze, co?... Tak się tym cieszę, bo żadna z moich koleżanek nie jechała morzem... mogą sobie za to jeździć przez Wisłę na Saską Kępę — nie bronię. Pesztu prawie nie widziałam, bo tak mnie bolała głowa!...

Ale za to na stacji widziałam prawdziwego Anglika, mówił wprawdzie po niemiecku, ale był taki w kratki, miał pled161 i Baedeckera162 w ręku, że to z pewnością Anglik. O, w Wenecji to Pa musi kupić mi Baedeckera, przecież to wprost nie wypada jeździć bez niego.

Ale tutaj, chociaż tak blisko Włoch, wcale nie jest jeszcze ciepło...

Pola wszędzie jak u nas; jedziemy do jakichś gór, widać je z okna, jakby je kto farbką namalował, takie niebieskie...