*
Już ruszyliśmy! Boże mój, czy aby dojedziemy do tej Wenecji, czy ja jeszcze zobaczę Warszawę!
Baron powiedział, że jedziemy spokojnie, że nic się nie stanie... Chciałam z nim pomówić, ale Ma ciągle była przy nas.
*
Byliśmy na kolacji! Ach, jakie to dziwne! To wprost nie do uwierzenia! Solniczki, oliwiarki wiszą u sufitu... tylko trochę się kołysze... i tak się kiwali wszyscy zabawnie!... jakiś pan, który siedział naprzeciw, wyciągnął rękę po sól, ale się kiwnęło, złapał Ma za nos!...
Jakie to było śmieszne!... a Ma nawymyślała mu, jakby był co winien.
Sam okręt to nic nadzwyczajnego, taki dom, co pływa...
*
Siedzieliśmy wszyscy na pokładzie, on siedział trochę niżej i że było dosyć ciemno, pocałował mnie w rękę... no, nie mogłam mu zabronić, boby Ma spostrzegła... Potem chodziliśmy po pokładzie i tyle mi powiedział! Jezus! że nawet pan Henryk tego nie mówił, jak mi się oświadczał...
Boże, jakie to wszystko cudowne!