Cały dzień dzisiaj oglądaliśmy miasto i wystawy!

Mury, woda, niebo i same pałace!

A te koronki... a te szkła u Testoliniego168, to można zwariować!

Cuda same... a jedwabie tańsze niż u nas madapolamy169...a ten Pałac Dożów170... a kościół św. Marka171?... no, to wszystko... sto tysięcy cudów! Aż się zbeczałam i sama nie wiem, czego! Wychodzimy rano — słońce świeci i tak ciepło, jak u nas w czerwcu, jeszcze nie widziałam kwitnących pomarańcz! a tu przy placu zaraz... że można ręką dotknąć... morze! takie turkusowe, takie śliczne, jak na tych landszaftach, co wiszą u nas w stołowym...

Ludzie siedzą na placu... nad morzem... wszędzie... pełno statków, gondoli... a tu i ten Most Westchnień172... kanały... świeże kwiaty sprzedają... gołębie latają... Anglicy chodzą... wiatr taki ciepły... jacyś fotografują, że tak mi się jakoś zrobiło tkliwo173... nie wiedziałam nawet, że płaczę, aż mi Ma obtarła oczy!...

Mój Boże, czemu takiej Wenecji nie ma w Warszawie? Można by sobie codziennie chodzić na ten plac cudowny!

To niby miasto, a morze... morze, a ulice, ulice, a kanały!

Tak wszystko wygląda, jakby jakiś poeta wymyślił...

A Pa się Wenecja nie podoba!

Widział kto coś podobnego? To coś strasznego!