— Cóż, nie oświadczył ci się jeszcze?
Ciekawam, kiedy się miał oświadczyć? Przecież ani chwili nigdy nie byliśmy sami. Jak nie ciocia, to Ma, jak nie Ma, to ciocia, a w dodatku ten Zdziś nieznośny, że dwóch słów nie można było powiedzieć swobodnie ani nic.
— Trzeba z tym skończyć, ja to urządzę, bo szkoda czasu... — powiada Ma.
— I pieniędzy! — dopowiedziała ciocia.
Jakby te obiady, leguminy, ciastka wieczorem tak dużo kosztowały!
— A ja przez to codzienne prawie siedzenie wasze w nocy wyspać się nie mogę.
— To niech Ma nas nie pilnuje i idzie spać!
— Chciałby tego aniołek, ja wiem, nic jej nie obchodzą wydatki, bo chciałaby się tylko po kątach całować ze studentami.
Ach, ta ciocia, ta ciocia!
To pudło, ten materac!