A jaka kolacja!
Nawet ksiądz mówił do Ma, że nigdy podobnej nie jadł, a on przecież znać się musi na tym...
Była sarna, bażanty, ryby, lody, cukry29, owoce i tak tego wszystkiego było dużo, tak Ma poczciwa nic nie żałowała, że na każdą osobę wypadło po całym ananasie — naprawdę, po całym ananasie.
A przed kolacją ksiądz Tolo nas pobłogosławił i rodzice też, i ciotki, i tak się spłakałam, bo... potem ciotka Hortensja dała mi te kolczyki brylantowe... pan radca Malinowski miał śliczną mowę, nic nie słyszałam... patrzyłam w lustro, jak się skrzyły kolczyki...
Panowie tak pili!...
A potem tańce...
Pa tak się u..., że tylko chodził i śpiewał, i chciał wszystkie panny całować, aż go Ma zabrała... Spał u lokatorów na drugim piętrze. A Zdziś, jak się dorwał do tortu, to zjadł pół piramidy z naszymi cyframi i tak się rozchorował, że aż pan Henryk musiał chodzić do apteki po lekarstwo.
I bawiliśmy się do dziesiątej rano.
Strasznie byłam szczęśliwa, strasznie!
A rano pan Henryk, jak już odchodził... odprowadziłam go do przedpokoju... to... już nie zważał, że Ma stoi w drzwiach, tylko tak mnie ca...