Pa zabiera dwa tysiące papierosów.

Idziemy zaraz na sumę52, czekamy tylko na pana Henryka.

Wieczorem

Już wieczór! Boże, jak ten czas prędko leci! Nie, właściwie tak wolno się wlecze, że już nie wiem, czy się doczekam tego wtorku! Żeby to prędzej, bo suchot dostanę i umrę albo co.

Poszliśmy sami do kościoła, bo pan Henryk nie przyszedł, tłumaczył się później, że musiał za kolegę dyżurować w szpitalu, że było tylu chorych nowych... ale Ma mu powiedziała:

— Obowiązki względem Boga są ważniejsze; ten jest tylko człowiekiem, kto je wypełnia sumiennie i nie zna wyższych ponad nie!

O, Ma umie mówić. Mnie się żal zrobiło pana Henryka.

Co prawda, chorzy mogli poczekać, przecież i tak od razu nie wyzdrowieją! A ja musiałam iść tylko z Ma i Pa do kościoła.

Nie lubię w niedzielę chodzić do kościoła, bo taki tłok, taki zaduch i tyle pospólstwa, że wytrzymać nie można. A tak się to wszystko tłoczy i rozpycha, jak u siebie w domu, całą falbanę oberwali mi dzisiaj!

Naprawdę nie powinni tak wszystkich wpuszczać do kościoła.