Ale ja i tak, chociaż mi nie daje brylantów, kocham pana Henryka!
Co prawda, to te jego bilety do teatru, kwiatki, nuty, książki, to mi się już porządnie sprzykrzyły.
11 marca
Oho, Zdziś znowu płacze! Co ten chłopak wyprawia, to coś okropnego!
Pan Henryk bywa u nas na obiadach w czwartki, soboty i niedziele. Ma mówi, że nie wypada go zapraszać częściej, bo i tak codziennie bywa wieczorem na herbacie.
Dzisiaj po obiedzie wlazł panu Henrykowi na kolana i mówi:
— Niech pan zawsze przychodzi na obiady, bo jak pan jest, to mama daje leguminę.
Myślałam, że się spalę ze wstydu, Ma też się zmieszała okropnie, tylko Pa się śmiał...
Ja nie wiem, co w tym śmiesznego, nie wiem...
Później