Wtorek rano
Już po nabożeństwie. Dorożki czekają przed domem.
Sparzyłam sobie język herbatą. Zaraz jedziemy!
Boże! żeby czego nie zapomnieć!
Pan Henryk poleciał jeszcze do apteki, bo Stokrotki jakieś smutne... jakby chore. Piszę już w kapeluszu i... ach, byłabym zapomniała pudru i ołówków do brwi... ja ich nie czernię, tylko Ma kazała zabrać dla siebie...
Ciocia płacze. Zdziś płacze... Ze wszystkich okien wyglądają... Słyszę kroki pana Henryka na schodach!
Zaraz jedziemy!
Tak mi smutno i tak czegoś wesoło.
Byłabym zapomniała swoich oszczędności, mam je w woreczku na szyi... nikt o nich nie wie.
Już jedziemy!