Więc to prawda!
Później, już w wagonie
Jedziemy do Włoch.
Piszę ołówkiem i patrzę w okno!
Dostałam pięć pudełek cukierków i tyle kwiatów, że całą ławkę zajęły, a cukierków to mi chyba wystarczy aż do Rzymu.
Spłakałam się na stacji ze złości, bo ciotka Hortensja na pożegnanie, tak przy wszystkich, na peronie włożyła mi na szyję szkaplerz100. Śmieszna dewotka! Ma mi zapisać dom swój, bo żeby nie to... Mnie szkaplerz! mnie, która z panem Henrykiem czytałam Spencera101 i jadę do Włoch102.
Te stare ciotki to... jedynie tyle są warte, że... że... mają domy!... Śmieszne istoty!
Muszę obserwować i zapisywać, bo pan Henryk mnie prosił, abym mu wszystko opisywała.
No tak, to wszystko, co wypada napisać narzeczonemu.
Tyle osób nas odprowadzało!