— Tylko moi drodzy, pamiętajcie, ani dziś, ani później nikt nie ma wiedzieć, skąd wzięliśmy tę wiadomość o bawełnie.
— Alboż my wiemy, co?
— Taka tajemnica w trzech nie jest już tajemnicą.
— Idźcie spać. Karol, tylko mnie już nie budź. Moryc, choć pocałuję cię na drogę, bo cię nie zobaczę przed wyjazdem, wstanę dopiero jutro. No, bądź zdrów, chłopie, a nie okpij nas — mówił żartobliwie, całując się z Morycem serdecznie, bo, pomimo ciągłych kłótni i wymyślań, lubili się bardzo ze sobą.
— Ciebie kto by oszukał! — mruczał Moryc jakby z żalem.
— Ty jesteś dobry chłop, Moryc, ale czuć cię na milę szachrajem.
*
Było już po dwunastej, gdy Karol się obudził.
Słońce świeciło prosto w okna i zalewało blaskami cały pokój, umeblowany z najwyszukańszym wykwintem.
Mateusz umyty, wystrojony po niedzielnemu, wsunął się na palcach.