— Jest co? — zapytał Karol, bo często w nocy Bucholc przysyłał różne rozporządzenia.
— Z fabryki nie ma nic, są tylko ludzie z Kurowa, z listem. Czekają od rana.
— Niech zaczekają, przynieś list, a im daj herbaty. Wytrzeźwiałeś już?
— Jestem już na glanc, proszę pana dyrektora.
— Opatrzyłeś sobie już twarz, jak widzę.
Mateusz spuścił oczy i zaczął przestępywać75 z nogi na nogę.
— Raz jeszcze się upijesz, to możesz więcej nie pokazywać się.
— Już tak nie będzie.
Uderzył się w piersi, aż się rozległo.
— Nie boli cię głowa?